bandhand.io
Zanim wrzucisz pierwszy singiel do dystrybutora
Który plik jest masterem, dlaczego chórki nie mogą iść jako feat., co się dzieje, gdy obiecasz datę premiery przed sprawdzeniem planu. Lista rzeczy, które lepiej mieć gotowe przed otwarciem formularza.
Formularz wysyłki singla wygląda na pół godziny roboty. U nas zajął kilka godzin i nie dlatego, że jest skomplikowany. Dlatego, że przy ośmiu różnych polach okazało się, że nie mamy gotowej odpowiedzi, a kilka z tych odpowiedzi trzeba było zdobyć na zewnątrz.
Poniżej lista rzeczy, które warto mieć załatwione, zanim w ogóle otworzysz formularz. Spisana na świeżo, w kolejności, w jakiej nas zaskakiwały.
Ustal, który plik jest masterem, i zapytaj o to człowieka
To brzmi jak rzecz oczywista i jest najmniej oczywistą na tej liście.
Dostaliśmy od studia masteringowego paczkę plików WAV i komplet mp3. WAV-y miały w nazwie 48 kHz, mp3 miały 44,1. Logika podpowiadała, że bierzemy WAV-y, bo są bezstratne, a serwisy proszą o materiał dokładnie taki, jak został zmasterowany.
Okazało się, że masterem są te 44,1, a pliki 48 kHz zostały wyrenderowane osobno, pod wideo. Nazwa folderu zresztą na to wskazywała, tylko nikt jej nie czytał dosłownie. Dowiedzieliśmy się dopiero wtedy, gdy ktoś napisał wprost do realizatora i zapytał.
Wniosek jest prosty: nie zgaduj po nazwach plików i po częstotliwości próbkowania. Napisz jedno zdanie do osoby, która robiła mastering, i zapytaj, który plik jest tym do dystrybucji. Zajmie jej to dziesięć sekund, a tobie oszczędzi wysłania w świat wersji, która nigdy nie miała tam trafić.
Mp3 nie jest masterem, nawet jeśli brzmi dobrze
Z tej samej historii wynikła druga rzecz. Kiedy już wiadomo, że master jest w 44,1, a w tej częstotliwości masz tylko mp3, to nie masz czego wysłać.
Dystrybutorzy przyjmują WAV albo FLAC i mają rację. Plik stratny zostanie u nich przekodowany drugi raz, bo każdy serwis robi własny format. Konwersja mp3 na WAV nic nie naprawia, tylko zamraża stratę w większym pliku.
Przy okazji: mp3 potrafi mieć wyższy szczyt niż plik, z którego powstało, bo kodek dokłada przester. Mierzyliśmy jedno i drugie i różnica wyszła wyraźna. To jest kolejny powód, żeby nigdy nie traktować mp3 jako źródła.
Okładka w trzech tysiącach pikseli, i to nie powiększona
Serwisy proszą o kwadrat 3000 na 3000. Jeśli grafik oddał ci 2048, to nie jest tragedia, ale powiększanie w ostatniej chwili to proszenie się o miękkie litery. Poproś o właściwy rozmiar od razu przy zamawianiu okładki, razem z wersją do sieci.
Drugi szczegół z tego samego pola: w nazwie wykonawcy i w tytule nie wolno używać emoji. Serwisy tego nie przyjmują, a formularz potrafi to przepuścić i zwrócić błąd dopiero po stronie sklepu.
Chórki idą w kredyty, nie w tytuł
Na naszym singlu śpiewa jeszcze jedna osoba. Odruch jest taki, żeby dopisać ją do tytułu jako gościa. To jest błąd i kosztowny.
Gość w tytule oznacza dla serwisów współwykonawcę, czyli osobną stronę artysty, na którą przepływa część wyświetleń i która żyje własnym życiem. Przy chórkach w jednym kawałku to nie jest to, o co ci chodzi.
Właściwe miejsce to sekcja kredytów wykonawczych, ta sama, w której wpisujesz, kto gra na czym i kto robił produkcję. Przy okazji warto ją wypełnić porządnie, bo jeden z serwisów wymaga przynajmniej jednego kredytu na utwór, a te informacje potem widać przy nagraniu. Realizator i mastering też tam trafiają, i to jest jedyne miejsce, gdzie ich nazwiska w ogóle się pojawią.
Przy jednym utworze tytuł wydawnictwa to tytuł utworu
Drobiazg, ale u nas wywrócił trochę roboty. Nasze strony premiery były przygotowane pod inną nazwę wydawnictwa, bo zakładaliśmy, że singiel będzie się nazywał tak jak cała EP-ka.
Formularz tego nie przewiduje. Przy jednym nagraniu tytuł wydania bierze się z tytułu utworu i tak to potem wygląda w serwisach. Trzeba było poprawić strony, podpisy i jeden baner.
Sprawdź to, zanim wydrukujesz cokolwiek z nazwą.
Data premiery bywa funkcją płatną
Najbardziej zaskakujące pole w całym formularzu.
Wybór konkretnej daty premiery nie jest w najtańszym planie u wszystkich dystrybutorów. W tym, z którego korzystamy, siedzi dopiero w planie wyższym. Jeśli obiecałeś komuś datę, wydrukowałeś ją na plakacie i rozesłałeś w wiadomościach, a potem okazuje się, że twój plan pozwala tylko wysłać materiał „jak najszybciej”, to masz problem nie do naprawienia inaczej niż dopłatą.
Sprawdź to w tabeli planów, zanim ustalisz datę z kimkolwiek z zewnątrz.
Adresy profili bywają kapryśne
Formularz pyta o adresy twoich profili na portalach społecznościowych, żeby pogrupować wydania. Brzmi niewinnie i potrafi zablokować wysyłkę na kwadrans.
U nas walidator odrzucił kolejno adres z numerem identyfikacyjnym, adres z nazwą użytkownika i adres bez przedrostka. Format był dokładnie taki, jakiego żądała ich własna instrukcja.
Nie walcz z tym polem. Wszędzie, gdzie się da, jest opcja „jeszcze nie mam profilu” i można je uzupełnić później, już po wysłaniu wydania. Premiery to nie blokuje.
Twojego profilu artysty jeszcze nie ma
Ostatnia rzecz, o którą warto oprzeć harmonogram.
Strona artysty w serwisie streamingowym nie istnieje, dopóki dystrybutor nie dostarczy pierwszego nagrania. Nie da się jej założyć wcześniej, nie da się jej przejąć wcześniej i nie da się z niej wcześniej niczego zgłosić.
To ma konkretne skutki dla kalendarza. Materiał musi dotrzeć do serwisu, potem przejmujesz profil, a dopiero potem możesz zgłosić utwór redakcji. A zgłoszenie ma swój własny termin, liczony w dniach przed premierą. Policz to od końca i zobaczysz, że data, którą w głowie masz jako „premiera”, tak naprawdę jest trzecim terminem z kolei, a nie pierwszym.
Jedna rzecz na koniec
Wszystko powyżej to są rzeczy, które da się załatwić w tydzień, pod warunkiem że wie się o nich tydzień wcześniej. Żadna z nich nie jest trudna. Każda z nich potrafi zatrzymać wysyłkę w dniu, w którym miałeś już tylko kliknąć.
Wszystkie wpisy